„Dlaczego” – piosenka dla uzależnionego

Kochani, uznałem, że w tym miejscu podzielę się z Wami wywiadem, który w zupełności opisuje moją motywację napisania tej piosenki: „Dlaczego – piosenka dla uzależnionego”, a także jest przesłaniem dla każdego z nas.

 

Wiadomość z drugiej strony rzeki 

– Dedykuję wszystkim uzależnionym z nadzieją, że „coś” poruszy ich serce, ale także dla tych, którzy żyją z takimi osobami i tracą nadzieję na zmianę – mówi Przemek Szczotko, który nagrał właśnie piosenkę „Dlaczego”.

Tekst – Krzysztof Król

Inspiracją do jej napisania była historia pewnej dziewczyny z kręgu bliskich mu osób, której mąż jest alkoholikiem. – Choć cenię ich oboje, to jednak jej sytuacja – żony alkoholika – ujęła mnie najbardziej – podkreśla Przemek Szczotko z Zielonej Góry i kontynuuje: – Widziałem jej strach i niepewność, szukanie rozwiązań problemu, a jednocześnie tak skrzętne ukrywanie tego problemu. Widziałem jej walkę, bezsilność, pozory siły, troskę o dom i oczy dzieci. Okłamywała je, by „zaczarować” ich rzeczywistość, pokolorować ją tak, żeby bolała jak najmniej. Widziałem nawet jej próby kontrolowania tego przez wspólne wypicie z nim piwa po obiedzie, ciągłe tłumaczenie go: „że zmęczony”, „że zasłużył na jedenaście piw dziennie”, „że pracuje na rodzinę”. Złamane obietnice, że juz będzie dobrze, którymi się karmiła nieustannie wbijały ją w jeszcze większą beznadzieję. Widziałem w końcu jej dłonie złożone do modlitwy i łzy skrzętnie ukryte. Widziałem to wszystko, ale też zobaczyłem w końcu jej zwycięstwo i to znacznie prędzej niż trzeźwość jej męża. 

Wybrałem bycie bohaterem

Przemek napisał tę piosenkę dla osób, które żyją w rodzinie alkoholowej, gdzie mąż, żona, tata, mama borykają się z uzależnieniem. – Chciałem wysłać im wiadomość z drugiej strony rzeki, że ich rozumiem i wyobrażam sobie ich strach, poczucie wstydu i widzę ich bezradność wobec ich bliskich uzależnionych. Finalnie oczywiście kieruję ją też do osób uzależnionych pytając chociażby: „Dlaczego toniesz w wodzie dla niej zbyt głębokiej i każesz płynąć jej za tobą?” – wyjaśnia. 

Zielonogórzanin wie o czym mówi bo sam tego doświadczył i jest Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. – Sam się wychowałem w takiej rodzinie, gdzie tata był alkoholikiem. Choć miałem z nim dobre relacje, to jednak cała otoczka wokół jego choroby zabijała mnie – zwierza się Przemek. – Dorastający chłopak, jak ja, zmagając się ze wstydem, brakiem poczucia bezpieczeństwa, lękiem musi obrać właściwą taktykę działania. Taką taktyką jest wejście w rolę odgrywaną w rodzinie. Niektóre dzieci buntują się wchodząc w dewiacyjne środowiska, gdzie pojawia się pierwszy alkohol, narkotyki, papierosy, seks, aby odreagować, zwrócić uwagę rodziców, a w szczególności pijącej matki lub ojca. Są też dzieci w tle, maskotki, które są „utulankami” i buforami agresji w domu. Potem taka dorosła „maskotka” godzi się na wszytko i daje się pomiatać wszystkim, bo takiej strategii się nauczyła. Ja byłem „bohaterem rodziny”. Grałem świetnie w piłkę, rozwijałem się muzycznie i błaznowałem w środowisku rówieśniczym, żeby być po prostu fajny i lubiany. Robiłem to wszystko, by zatuszować problem w naszej rodzinie. Chciałem być „skuteczną” wizytówką – dodaje.

Taki jest Bóg

Tata dużo go nauczył. Wiele rzeczy dziś robi sam, bo miał swoje obowiązki i podpatrywałem, jak on sobie radzi w różnych sytuacjach. – Tak jak się przyglądam całej tej relacji, to mój „problem” polegał na tym, że bardzo kochałem mojego tatę i czułem się przez niego równie kochany – zwierza się Przemek. – Pewnie łatwiej byłoby mi, gdyby tata był gnojem i agresorem, bo miałbym jasny stosunek do niego: „Zlikwidować wroga!”. My mieliśmy relację. Ja cały czas czekałem na niego, aż będzie trzeźwym człowiekiem. To czekanie i pomieszanie, a przy tym towarzyszący mi nieustanny zawód, smutek, niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa (bo przecież cały czas miałem otwarte serce na tatę) zmusiło mnie do podjęcia kroków ku własnemu zdrowieniu – dodaje.

W tamtym czasie mama Przemka była bohaterem jego dzieciństwa. To na niej mógł zawsze polegać. – Moja mama pokazywała nam, że świat jest także trzeźwy, odpowiedzialny, wierny. Myślę, że w dalszym poszukiwaniu Pana Boga nasza relacja była porządnym fundamentem, z którego wybijałem się ku niebu – zauważa. – Niewątpliwie relacja z Panem Bogiem, którą pomagał kształtować we mnie mój przyjaciel i zarazem ojciec duchowny dała mi możliwość poszukania siebie w tym wszystkim i wyjście z roli. To był przełom mojego zdrowienia na duszy. Zobaczyłem przez prowadzenie duchowe i terapię, której się podjąłem, że nie musze dźwigać całej rodziny, jako bohater, lecz mogę być dzieckiem i powinienem nim być. Dziecko nie nosi takich ciężarów, że ono po prostu jest i powinno czuć się kochane nie za to ile ciężarów weźmie na siebie, lecz właśnie wtedy, gdy nic nie może. Taki jest Bóg. Kocha, tak po prostu. To wykluwanie się z tej okropnej skorupy bohatera towarzyszy mi do dziś i myślę, że do końca życia będę z tym walczył. 

Zacząłem odzyskiwać życie

Pytania: „Boże kochasz mnie i tak?”, „Czego jeszcze nie zrobiłem?”, „Co powinienem?”, „Co muszę?” dręczyły go długo przed Bogiem Ojcem. – Nie dziwię się sobie, bo, gdy połowę życia próbowałem zasłużyć na miłość, na uwagę i kupić sobie ją poprzez bycie perfekcyjnym – zauważa zielonogórzanin. – W procesie mojego zdrowienia jednym z najważniejszych kroków, jaki postawiłem było zrozumienie, że nie zmienię taty. Że, gdy będę czekał na szczęście płynące z trzeźwego życia mojego taty, to się mogę nie doczekać nigdy, a nawet jeśli przyjdzie taki moment, to co się stanie, gdy on znowu przyjdzie pijany. Aż strach pomyśleć. Rozwiązanie problemu było znacznie bliżej i prostsze. To ja mogę się zmienić i mieć inny stosunek do taty – dodaje. 

Do dziś pamięta rozmowę z moim ojcem duchownym. Oto jej fragment: „Przemek, całe życie próbujesz zrobić wszystko, by twój tata przestał pić. Rozmawiasz z nim tak, by go nie urazić chcąc jednocześnie skutecznie na niego wpłynąć. Podkładasz się więc w tej rozmowie zwracając na jego uczucia, a ignorując swoje poprzez milczenie o nich. Sytuacja się nie zmienia. Dziś jest czas, byś wyznał ojcu, co naprawdę do niego czujesz i co przeżywasz. To jest czas, byś się na dobre pożegnał ze swoim ojcem i zgodził na to, że nigdy go nie odzyskasz trzeźwego”. – To był absolutny przełom! – podkreśla Przemek. – Taką rozmowę odbyłem. Pierwszy raz zadbałem w tym o siebie nie licząc się z tym, co tata mi powie i jak zareaguje. W sercu pożegnałem się z ojcem. Pięćset kilo zeszło z mojego serca. Ta żałoba była najsłodszą w moim życiu. Zacząłem odzyskiwać życie. Zacząłem oddychać moją żoną i dzieckiem. Już nie wracałem przygnębiony z weekendu od rodziców. To nie był mój problem. Ja jestem trzeźwy i mam swoją rodzinę w Zielonej Górze. Mam żonę, której ślubowałem wierność, a nie mojemu tacie i mojej mamie. Teraz zajmuje się muzyką, bo spojrzałem na nią przez pryzmat miłości Boga do mnie, który obsypał mnie talentami. Towarzyszę moim dzieciom i żonie starając się wspierać ich talenty, by pomnażając je mogli być po prostu szczęśliwi, a jednocześnie odkryli ogromną miłość Boga – dodaje.

Odzyskałem tatę, odzyskałem siebie

„Będzie dobrze” – to hasło w świecie uzależnienia najbliższej osoby nie funkcjonuje. Trzeba zacząć chodzić twardo po ziemi. – Sami nie zmienimy najbliższej nam osoby. Nie łudźmy się! Im szybciej to pojmiemy, tym szybciej staniemy się trzeźwi. Tak! Bo my też się upijamy. Pijemy jego życie zamiast swojego – zauważa Przemek. – Chcesz pomóc osobie uzależnionej? Najpierw pomóż sobie! Nawróć się, idź na terapię. Na to masz wpływ, bo to Twoje życie, a nie czyjeś. I wtedy będzie dobrze – dodaje.

W sytuacji współuzależnienia, jak i uzależnienia, Przemek zachęca do spojrzenia na krzyż. – Uderz Go. Tak! Dobrze słyszysz. Uderz Go swoimi ranami. Zrzuć to wszystko na Niego: alkohol, niewybaczenie, zdradę, narkotyki, masturbację, tragiczną relację z dziećmi, samotność, pracę, której nienawidzisz – wylicza Przemek. – Uderz Go! Przecież po to tam wisi. Nie udawaj świętego, że to nie przez ciebie i że tego nie potrzebujesz. I poproś Go, że jak już pójdzie do Ojca, to żeby szepnął Mu o twoim trudnym życiu. Zrobi to na pewno! – dodaje.

A Bóg, który oddał życie za człowieka, nie tylko znalazł drogę do serca Przemka, ale z czasem znalazł też drogę do serca jego taty. – Gdy poważnie zachorował wyspowiadał się i zaczął regularnie przyjmować Pana Jezusa w Komunii Świętej. Trwało to kilka lat. Jego serce się nawracało i z każdym rokiem trzeźwiało. Umarł pojednany z ludźmi i Panem Bogiem. Ja jestem o niego spokojny. Odzyskałem trzeźwego tatę. Odzyskałem siebie – mówi z łzami w oczach. 

– Nie wierzę w to, że piosenka może kogoś uzdrowić i zmienić, ale wierzę w to, że Pan Bóg przez piosenkę może kogoś dotknąć, użyć mojej wrażliwości, słów i dźwięków, by dotrzeć do czyjegoś serca.